Emigracyjna Sądecczyzna
Autor: Elżbieta Wolak
Na emigracji prawdopodobnie bardziej docenia się region pochodzenia i chce się pielęgnować tradycje. Podobnie stało się w przypadku grupy 13 sądeczan, którzy w USA na początku 2005 roku założyli Klub Przyjaciół Ziemi Sądeckiej, obecnie zrzeszającego już 56 osób. Stowarzyszenie to ma na celu jednoczyć sądeckich emigrantów i pomagać w ich integracji. Jednak nie ogranicza się ono tylko do tego. Członkowie planują także zapewnienie wsparcia finansowego sądeckim dzieciom.
Inicjatywa powstania Klubu Przyjaciół Ziemi Sądeckiej zrodziła się wśród grupy sądeczan mieszkających w Troy w stanie Michigan. W szczególności zaistniał tu Jarosław Rumin, który prowadzi także Radio Polonia, gdzie jako korespondent pracuje Bogusław Kołcz z pierwszego w Polsce Liceum Akademickiego w Nowym Sączu. To właśnie on zwrócił uwagę Rumina na funkcjonujący w Chicago Klub Przyjaciół Ziemi Sądeckiej i zaproponował powstanie podobnej organizacji w Troy. Radiowiec podchwycił ten pomysł, zgromadził kilku znajomych z Troy pochodzących z Nowego Sącza na pierwszym niezobowiązującym spotkaniu. I w ten niewinny sposób zrodził się Klub, który swoją efektywną działalność rozpoczął w grudniu 2004 roku. Marta Gniadek, późniejszy skarbnik, zajęła się procedurami rejestracyjnymi tej niedochodowej organizacji charytatywnej. Więc 12 grudnia 2005 roku Klub istniał już formalnie.
Powodowani tęsknotą…
Klub od początku zamierzał pomagać przede wszystkim zdolnym dzieciom z domów dziecka i pochodzącym z biednych rodzin. Dla tych to młodych osób organizacja planuje przekazać na końcu roku szkolnego 2006/2007 stypendia. Poza tym zajmują się oni także promocją Polski na terenie Stanów Zjednoczonych poprzez organizację pikników rodzinnych lub biesiad. Starają się przede wszystkim pokazać Polskę z innej strony, by kojarzyła się z czymś więcej niż z kiełbasą i kapustą. Klub ma zadanie także zrzeszać ludzi pochodzących z Nowego Sącza, ale także i tych, którzy polubili piękno sądeckich terenów. Dlatego też członkowie pochodzą nawet z Kujaw czy Pomorza. Dlatego właśnie nazwa Klub Przyjaciół Ziemi Sądeckiej jest najbardziej adekwatna, gdyż przyjacielem ziemi sądeckiej stać się może każdy. Ludzie nie związani z Sądeczyzną, a działający w tej organizacji po prostu chcą pomagać w promowaniu regionu Sądecczyzny w Stanach Zjednoczonych. Organizacja ma za zadanie także pomoc biednej i uzdolnionej młodzieży, w postaci stypendiów. Na ten cel członkowie uzbierali już dwa tysiące dolarów, które przekazane zostaną młodym sądeczanom prawdopodobnie na końcu roku szkolnego 2006/2007.
Zaplecze artystyczne
W ubiegłym roku Małgorzata Piotrowski – prezes stowarzyszenia - odwiedzając Polskę otrzymała dla Klubu prace akwarelowe i olejne, wykonane przez młodzież i dzieci z Miejskiego Ośrodka Kultury w Nowym Sączu, a także dzieła studentów krakowskiego Wydziału Grafiki Akademi Sztuk Pięknych. Poza tym Magda Śluzar, sądecka malarka prowadząca Pracownię Sztuki i Rzemiosła, podobnie pomogła temu stowarzyszeniu. W historii Klubu pojawiają się też znane nazwiska, gdyż to fundacja Anny Dymnej „Mimo Wszystko” przekazała im kilka prac podopiecznych, a Galeria Autorska Andrzeja Mleczki ofiarowała plakaty z jego autografem. Dzieła te zostały zlicytowane na aukcji zorganizowanej 10 grudnia 2006 roku w Amerykańsko - Polskim Centrum Kulturalnym w Troy. Następne takie wydarzenie Klub planuje zorganizować w sierpniu tego roku. Dla członków organizacji przekazanie tych wszystkich prac wykonanych przez młodych ludzi to piękny gest, który można podsumować słowami „dzieci pomagają dzieciom”.
Przyjemne z charytatywnym
Jednak to nie jedyna akcja charytatywna Klubu Przyjaciół Ziemi Sądeckiej. Zajmuje się on także organizacją dorocznych pikników rodzinnych, z których dochód stanowi fundusze tej organizacji. Członkowie przygotowują jedzenie, a podobno na ostatnim takim wydarzeniu, mającym miejsce w sierpniu, przebojem kulinarnym okazał się placek zbójnicki. Na piknikach, odbywających się w okolicznych parkach, gromadzi się nawet do 600 osób żądnych smaku polskiej kuchni i polskiej fantazji. Na tej największej imprezie polonijnej można bowiem wziąć udział w zawodach w przeciąganiu liny (tu króluje drużyna reprezentantów miejscowości Ochotnica) czy biegach w worku. Klubowiczom nie jest obca również piłka nożna. W tej dyscyplinie zorganizowano mecz pod hasłem „Nowy Sącz kontra reszta świata”. Zwycięska okazała się oczywiście drużyna sądeczan. Poza tym w czerwcu 2005 roku Klub uzbierał aż siedem tysięcy dolarów na terapię dla dwóch dziewczyn chorych na raka. Akcja ta pod hasłem „Czerwony goździk. Ratuj życie” odbyła się w Dzień Ojca, kiedy to członkowie sprzedawali kwiaty pod polskimi kościołami.
Warto wspomnieć tutaj, iż w historii tego stowarzyszenia pojawił się również Jaś Mela, który w lipcu 2005 roku wziął udział w jednym spotkaniu z „Przyjaciółmi Ziemi Sądeckiej”. Opowiadał on o swoich wyprawach, a jednocześnie „klubowicze” zorganizowali dla niego zbiórkę pieniędzy.
Klub Przyjaciół Ziemi Sądeckiej posiada jeszcze wiele podobnych planów na przyszłość. Oczywiście kontynuowana zostanie idea pikników i bankietów oraz stypendiów dla sądeckiej młodzieży. To młode stowarzyszenie odniosło już duże sukcesy. Jednak według Jarosława Rumina, współzałożyciela, najważniejszym z nich okazało się powstanie klubu. Na terenie Michigan nie ma podobnej organizacji, która zrzeszałaby osoby pochodzące z tego samego regionu. - Klub to przede wszystkim zrzeszenie towarzyskie, które pomaga się nam spotykać, rozmawiać o wspólnych planach i wzmacniać stosunki polskich emigrantów. Jednak moim zdaniem lepiej działać, niż mówić – podsumowuje Jarosław Rumin.
|